Finał bitwy o Grenlandię. „To było miażdżące zwycięstwo obu stron”

2 tygodni temu 9
ZIZOO.PL

Donald Trump przeczołgał Europę w sprawie Grenlandii, by na koniec zadowolić się rozwiązaniem osiągalnym łatwo bez całej tej awantury. Jej celem było bowiem głównie pokazanie europejskim wasalom USA miejsca w szeregu. Lekcja została odrobiona, a publiczne lanie zamaskowano opowieścią o triumfie europejskiej strategii jednoczesnego ugłaskiwania i stawiania oporu amerykańskiej presji.

Po tygodniach grenlandzkiego wzmożenia z wielkiej chmury amerykańskich roszczeń spadł naprawdę mały deszcz. Donald Trump ogłosił w Davos, że żadnej inwazji na duńską wyspę nie będzie – wystarczy mu zgoda na założenie tam nowych baz, które zostaną terytorium amerykańskim wyjętym spod duńskiej jurysdykcji – tak, jak np. jak brytyjskie bazy na Cyprze nie podlegają prawu cypryjskiemu, tylko brytyjskiemu.

Szykujący się na nierówny bój z Jankesami o Grenlandię zapaleńcy wrócą teraz do koszar i nie będzie to żadna klęska. W końcu Europa do obrony swojej lodowej wyspy przed Trumpem wysłała tylko garstkę żołnierzy.

Wszystkim zatem ulżyło, co jest ważne, bo przed przyjazdem Trumpa do Davos można było odnieść wrażenie, że największym dla Europy zagrożeniem są Amerykanie a nie Rosjanie.

Ulga ulgą, ale ważniejsze od niej wydaje się teraz to, kto kogo pokonał w tym sojuszniczym starciu, czyli innymi słowy: kto lepiej zniósł tzw. „friendly fire”. Jest w tym polowaniu na ojców sukcesu coś ze starej europejskiej tradycji budowania dramatycznego napięcia przed szczytami UE, kończącymi się – jak zwykle – sukcesem mającym wielu ojców.

Czytaj też:
Przejęcie Grenlandii jak budowa autostrady? Wróbel: „Dla Polaków brzmi to złowrogo”

W zależności od tego, kogo pytać, także i ta – nie bójmy się tego sformułowania – bitwa o Grenlandię zakończyła się miażdżącym zwycięstwem obu stron konfliktu.

Balon nieładny, ale za to nadęty

Donald Trump swoim zwyczajem nadął się i napuszył, ogłaszając rozwiązanie problemu, który sam stworzył. Każdy przecież zdaje sobie sprawę, że dla uzyskania zgody na stworzenie nowych amerykańskich baz na Grenlandii niepotrzebna była żadna wojna z Europą.

Umowa amerykańsko-duńska z lat 50 ubiegłego stulecia ciągle przecież obowiązuje. Mimo to Biały Dom z sadystyczną przyjemnością przeczołgał Europę w sprawie tej wyspy, wykorzystując temat ewentualnej aneksji Grenlandii jako kolejny bat do chłostania wypiętego w stronę Ameryki europejskiego tyłka. Dosyć jasno cel tego batożenia wyłuszczył sekretarz stanu USA Marco Rubio, mówiąc: „Chcemy mieć sojuszników silnych, a nie poważnie osłabionych. Europejczycy muszą pożegnać się z kulturą stworzoną w ciągu ostatnich 10 lat, inaczej sami się zniszczą”.

Artykuł zostanie opublikowany w najnowszym wydaniu

tygodnika Wprost

.

Najnowsze cyfrowe wydanie tygodnika Wprost dostępne będzie w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

© ℗ Materiał chroniony prawem autorskim. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Wprost.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.

Przeczytaj źródło