Supertajny program UFO i rządu USA? Sprawdź najnowsze śledztwo "Biura Tajemnic"

1 godzine temu 7
ZIZOO.PL
To jedna z najbardziej znanych historii w dziejach badań nad UFO. Bob Lazar przekonuje, że pracował w tajnym ośrodku S-4 przy badaniu pozaziemskich statków należących do obcej cywilizacji. W podcaście "Biuro Tajemnic" sprawdzamy, dlaczego do dziś ta historia tak mocno działa na wyobraźnię. Historia Boba Lazara brzmi jak gotowy scenariusz hollywoodzkiego thrillera. Jest tajna baza na pustyni w Nevadzie, wojskowe bunkry ukryte w zboczu góry, latające spodki, dziwny reaktor i technologia, która ma "kpić z grawitacji". Właśnie dlatego ta opowieść od końca lat 80. pobudza fantazję i prowadzi do sporów badaczy nad UFO i obcą cywilizacją. Problem polega na tym, że im mocniej wciąga, tym uważniej trzeba ją sprawdzać. A wtedy zaczynają się schody. S-4, dziewięć statków i pierwiastek 115 Według relacji Boba Lazara – został on zwerbowany do pracy przy supertajnym projekcie po rekomendacji samego Edwarda Tellera. W bazie S-4 miał zobaczyć dziewięć różnych pojazdów o pozaziemskim pochodzeniu, a nawet wejść do jednego z nich. Opisywał wnętrze jako gładkie, bezszwowe, "wyhodowane", a nie zbudowane. Kluczowym elementem tej historii był tajemniczy reaktor zasilany pierwiastkiem 115 oraz testy obiektu unoszącego się w ciszy nad ziemią. To właśnie te fragmenty najmocniej napędzały legendę Strefy 51. W najnowszym śledztwie "Biura Tajemnic" Bartosz Migas punkt po punkcie pokazuje, jak wiele elementów w biografii Lazara się nie spina. Są pytania o jego prawdziwą rolę w Los Alamos, o wykształcenie, którego nie potwierdziły ani MIT, ani Caltech, o nauczycieli ze szkoły średniej przedstawianych później jako akademickich wykładowców. Do tego dochodzą bankructwo, konflikty z prawem, handel materiałami pirotechnicznymi i wyrok związany z prowadzeniem domu publicznego. Trudno udawać, że to tylko nieistotne przypisy. Dlaczego wciąż chcemy mu wierzyć? Są też tropy, które przez lata działały na korzyść Lazara, jak choćby opowieść o pierwiastku 115 czy skanerze dłoni w tajnych obiektach. Tyle że i te "dowody" po bliższym spojrzeniu tracą swoją moc. Pierwiastek 115 rzeczywiście później odkryto, ale okazał się niestabilny, a samo istnienie takiego elementu było wcześniej teoretycznie przewidywane. Skaner również nie był żadnym sekretem. Zostaje więc głównie siła narracji: spójnej, efektownej i powtarzanej przez Boba Lazara od dekad niemal bez zmian. Ta historia daje wszystko, czego oczekuje współczesna wyobraźnia: tajemnicę państwa, kosmitów, zaginione dokumenty i samotnego człowieka, który "zna prawdę". "Biuro Tajemnic" celnie pokazuje, że fenomen Boba Lazara mówi dziś może mniej o samym UFO, a więcej o naszej potrzebie wiary w wielką ukrytą tajemnicę. Najnowszy odcinek "Biura Tajemnic" zobacz na naszym kanale YouTube naTemat.
Przeczytaj źródło