– Na ten moment Polki i Polacy chcą zostać w Unii, nie ma w ogóle tego tematu – powiedziała Anna Bryłka w nowym wywiadzie dla „DGP”, odnosząc się do pytania o ewentualny polexit. Europosłanka Konfederacji wskazała także, co jest „największym strachem dla dzisiejszej układanki unijnej”.
Anna Bryłka w najnowszym wydaniu „Dziennika Gazety Prawnej” została zapytana, czy zakłada scenariusz powrotu z Brukseli w związku z wyborami parlamentarnymi w Polsce, które odbędą się w 2027 r. – Zobaczymy, jaka będzie sytuacja polityczna. Jeśli będzie decyzja w Konfederacji, że wszystkie ręce na pokład, że przydam się tutaj w kampanii i wyborach, to oczywiście jestem do dyspozycji – powiedziała europosłanka.
UE zmierza do upadku? Europosłanka Konfederacji: Musimy być gotowi na wszystko
Chociaż do wyborów pozostały dwa lata, można zakładać, że jedną z osi kampanii będą wątki dotyczące UE i przerzucania się narracją – z jednej strony o tym, jakie zalety płyną z członkostwa w organizacji, a z drugiej – jak bardzo próbuje ona wpływać na politykę wewnętrzną poszczególnych krajów.
– Stoimy na stanowisku, że Polki i Polacy w 2004 r. podjęli decyzję, żeby wejść do UE, i nie widać na horyzoncie zmiany tego stanowiska – powiedziała Anna Bryłka.Europosłanka Konfederacji została wprost zapytana, czy chciałaby, żeby Polska wyszła z UE. – Mam bardzo krytyczny stosunek do UE, uważam, że można ułożyć tę współpracę z krajami europejskimi na innych zasadach niż teraz. Musimy rozpatrywać rożne nieoczekiwane scenariusze, nie sprowadzając ich tylko do prostego pytania o polexit. W dzisiejszym świecie i intensywnie zmieniającej się rzeczywistości to duża naiwność sądzić, że UE będzie trwała wiecznie. Musimy być gotowi na wszystko – oceniła.
Anna Bryłka: Byłby to koniec Unii Europejskiej, jaką znamy
Na uwagę dziennikarza, że europosłanka nie odpowiedziała wprost na zadane pytanie i zastosowała zgrabny unik, odparła: „Powtórzę: na ten moment Polki i Polacy chcą zostać w Unii, nie ma w ogóle tego tematu. Musimy zatem walczyć o każdy centymetr dla siebie, tak jak każdy inny naród szarpie o swoje. Część szkodliwych dla państwa polskiego polityk trzeba odrzucić”.
– Ale największym strachem dla dzisiejszej układanki unijnej jest rok 2027. Zwłaszcza jeśli chodzi o wybory we Francji. To druga największa gospodarka w UE i tandem niemiecko-francuski, który i tak zgrzyta. Gdyby wybory wygrał Jordan Bardella, po prostu przestałby jechać na dotychczasowych warunkach. Byłby to koniec Unii Europejskiej, jaką znamy – prognozowała Anna Bryłka.– Bo cokolwiek by powiedzieć, Giorgia Meloni stara się dziś szukać wspólnych mianowników z mainstreamem. Ale gdyby konserwatywne, prawicowe rządy były nie tylko we Włoszech, lecz także we Francji i w Polsce? Najważniejsze, żeby Warszawa była przy stole, gdy przyjdzie moment na nową układankę – podsumowała wątek.
Czytaj też:
Czy Polska powinna opuścić UE? Najnowszy sondażCzytaj też:
Nawrocki odpowiedział na zaczepkę Tuska. Obaj pisali o Putinie
Źródło: WPROST.pl / DGP / Magazyn na Weekend









English (US) ·
Polish (PL) ·