Poseł kontrowersyjnej partii AfD ogłosił, że zamierza dochodzić od Polski roszczeń „za współudział” w wysadzeniu Nord Stream. Kay Gottschalk twierdzi, że będzie to jego pierwsza decyzja, jeżeli tylko zostanie ministrem finansów.
Przedstawiciel oskarżanej o bliskie kontakty z Moskwą prawicowo-populistycznej Alternatywy dla Niemiec (AfD) ogłosił, że zamierza domagać się od Polski olbrzymiej sumy za rzekomy udział w zniszczeniu bałtyckiego gazociągu. „1,3 bln euro powinno wystarczyć jako reparacje za współudział w wysadzeniu Nord Stream. Moją pierwszą decyzją urzędową jako ministra finansów będzie dochodzenie tych roszczeń od Polski” – napisał na X.
Polska miałaby płacić reparacje Niemcom? To pomysł posła AfD
Do zaczepnego wpisu dołączył emoji polskiej flagi i niebieskiego serca (kolor Afd). „Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni” – dodawał. W swoim komunikacie odnosił się do zniszczenia trzech z czterech nitek gazociągów Nord Stream 1 oraz Nord Stream 2 w akcie sabotażu z 26 września 2022 roku. Transportują one gaz ziemny z Rosji do Niemiec i zlokalizowane są na dnie Morza Bałtyckiego.
Na prowokacyjne słowa odpowiedział już rzecznik polskiego rządu Adam Szłapka. Skorzystał z okazji, by uderzyć w opozycyjne partie. „Europoseł AfD, partii sprzyjającej PiS i Konfederacji zapowiada, że jego pierwszym zadaniem jako ministra finansów Niemiec będzie żądanie od Polski 1,3 biliona euro za rzekomy »współudział w sabotażu« Nord Stream. Jak tam prawa strona” – pytał krajowych polityków, sympatyzujących od czasu do czasu z poglądami AfD.
Za pośrednictwem mediów społecznościowych zareagował też współprzewodniczący Konfederacji Krzysztof Bosak. „Niemcy twierdzili, że to projekt biznesowy, a nie polityczny. Skoro biznesowy to trzeba było go ubezpieczyć, a nie teraz narzekać i fantazjować o odszkodowaniu (bo chyba o to mu chodziło, a nie o reparacje)” – stwierdzał wicemarszałek Sejmu.
Oskarżana o kontakty z Rosją AfD w ostatnich miesiącach wyrasta w niektórych sondażach na samodzielnego lidera niemieckiej sceny politycznej. W ostatnich wyborach zdobyła 20,8 proc. głosów, co było drugim najlepszym wynikiem po koalicji CDU/CSU, która uzyskała 28,5 proc. głosów.
Kto wysadził Nord Stream?
Śledztwo w tej sprawie prowadzą niemieckie, szwedzkie i duńskie służby. Choć oficjalnie nie wskazano sprawców, temat od początku budzi ogromne kontrowersje i jest przedmiotem napięć dyplomatycznych.
Strona niemiecka podejrzewała, że przebywający w Polsce obywatel Ukrainy Wołodymyr Żurawlow mógł brać udział w operacji sabotażowej. Wystawiła za nim Europejski Nakaz Aresztowania, a pod koniec września ubiegłego roku został on zatrzymany w naszym kraju i trafił do aresztu. Ostatecznie jednak Sąd Okręgowy w Warszawie odmówił wydania Żurawlowa Niemcom, uznając, że nie ma podstaw do realizacji ENA i zwolnił mężczyznę z aresztu.
– Na wstępie należy z całą mocą podkreślić, że przedmiotem postępowania nie jest ustalenie, czy ścigany dopuścił się zarzucanego mu przez stronę niemiecką czynu, a jedynie czy czyn takowy może stanowić podstawę do wykonania ENA – podkreślał polski sędzia. Jak dodał, sąd nie miał „ żadnych dowodów źródłowych” w tej sprawie. – Wbrew informacjom podawanym w niektórych mediach, dokumenty przesłane przez stronę niemiecką, dotyczące samego czynu, zmieścić można na jednej stronie papieru A4 – dodawał.
Sam Wołodymyr Żurawlow nie przyznawał się do zarzucanego mu czynu. – Nie popełniłem żadnego przestępstwa, nie wysadziłem Nord Stream 2 – mówił. Podkreślał przy tym, że ma trójkę dzieci, a do Polski przyjechał na kilka dni przed rosyjską inwazją w 2022 roku.
Czytaj też:
Niemcy za ograniczeniem migracji. Sondaż ujawnia skalę poparciaCzytaj też:
Polityk AfD bez szacunku o Sikorskim. Polskiego wicepremiera nazwał „błaznem”








English (US) ·
Polish (PL) ·